• Beata Styczeń
    Beata Styczeń

Beata Styczeń

Trzy obrazy zostały mi w pamięci w związku z Bratem - Wujkiem Prowerem. Już jako małą dziewczynkę często bolała  głowa - taka uroda. Pamiętam  jak po nabożeństwie u nas w Jaworznie wujek szedł już na pociąg, czy na autobus do Bielska. Ja też śpieszyłam się do domu. Jednak przechodząc obok siebie br.Prower zdążył zauważyć moją nie wesołą minę i przytulił mnie do siebie, pogłaskał po ojcowsku, coś powiedział pocieszającego. To było dla mnie nie pojęte. Taki zacny wujek i zatrzymał się przy takiej małej dziewczynce, co wiecej dostrzegł jej problem. Byłam zaskoczona.
Drugie spotkanie musiało być troche później. Jest ciepły letni dzień. Nabożeństwo  w rodzinnym zborze jest na podwórku otoczonym zielenią. Dużo osób, śpiew  przy skrzypcach br. Prowera. I wreszcie jego usługa, na temat co będzie, a co nie spotkamy w niebie. Moje wielkie zdziwienie, zdumienie bo obrazki na tablicy flanelowej nie spadały, nie były też przyklejane. Jak On to robił - ja też bym tak chciała. I stało się. Po wielu latach znalazłam taka sztalugę i tablice w  warsztacie mojego  teścia, które robił na jego zamówienie, dlatego mogłam mieć własną. A do tej pory choć czasy i materiały się zmieniły bardzo lubię usługiwać dzieciom z pomocą flanelografu. Może też któreś dziecko zastanawia się tak samo jak ja...
Pamiętam jeszcze jeden obraz jak byliśmy gościnnie w  obecnym moim zborze w Chełmku. Dwie sale były pełne i śpiew nieszedł równo z racji przeciągania i niesłyszenia się.
Wujek nie wytrzymał , stanął w drzwiach obu pomieszczeń i poprowadził śpiew swoimi skrzypcami. Od razu było lepiej, ja jaka się zrobiła doniosła atmoswera. Trzeba było tam być... to były potrzebne dla mnie lekcje.

 

Beata Styczeń