• Erwin Karzełek
    Erwin Karzełek

Erwin Karzełek

 

Każde spotkanie z Bratem Prowerem było miłym przeżyciem. Pierwszy raz jako 15-letni chłopiec spotkałem go na ulicach Cieszyna, udając sie na nabożeństwo do Zboru na ul.Przepilińskiego. Moja starsza siostra, podniecona, wskazała na  niego i mowi: to jest wujek Prower. Przechodząc obok, pozdrowiliśmy tego wujka a on z bardzo miłym wyrazem twarzy odpowiedział na nasze: dzien dobry.

Później było wiele tych spotkań i każde bardzo przyjemne. Wymienie parę. W Bielsku-Białej był Zjazd Okręgowy w starej Kaplicy na ul.Łukowej. Patrzę przychodzi Br.Prower, przechodzi obok małego chłopczyka uśmiechnął sie do niego i pogłaskał po głowie. Dalej siedziała starsza już siostra, zatrzymał sie przy niej podał rękę i zamienił parę słów. Nie przechodził obojętnie obok nikogo.

Innym razem byłem u Br. Prowera w domu, jego żona wspomniała, że była tam jedna rodzina z Niemiec i ich dziecko zapytało patrząc na Br.Prowera - mamo jest to Pan Jezus? Br.Prower stał obok i z niewinnym uśmiechem popatrzył na mnie jakby chciał powiedzieć: "ja na to nie zasłużyłem". Później zapomniałem o tym spotkaniu. Kiedy przyjechałem na teren Niemiec spotkałem Rodzinę Bekers i oni mi o tym wspominali, dodając: to był moj syn. Czy może być piękniejsze świadectwo o tym bracie?

Kiedy byliśmy na Kursie misyjnym w 1970 roku w Chabówce mieliśmy gimnastykę poranną. Po 5 minutach zakończyliśmy i idziemy do pokoi. Br Prower wychodzi i mówi: "ja chcę się dołączyć i pogimnastykowac z wami". No myśmy juz zakończyli. "Nie, to nie moze być",:  powiedział, "rano nie można mieć tylko 5 minut gimnastyki". Zawrócił nas i mieliśmy następne 15 minut gimnastyki. Mam zdjęcie z tego wydarzenia /na ww.jozefprowe.pl-zdjęcia nadesłane/. Wszystko co robił lub mówił, robił z pełnym zaangażowaniem.

Po przylocie z USA opowiadał nam w Jastrzębiu, jak przewiózł matryce do „Biblii dla małych oczu“. Otrzymał je tam, ale wiadomo, bał się czy celnicy go przepuszczą. Miał je w dużej teczce - walizce. Modlił się: "Panie zamknij oczy celnikow, by nie widzieli tej teczki". I rzeczywiście, postawił ją na samym przodzie i zajął się wykładaniem rzeczy z następnej teczki. Później spakował ta drugą teczkę i zabrał obie przechodząc dalej. Nikt nie zwrócił uwagi, że tylko jedna teczka była skontrolowana. Miał pełne zaufanie do swego Pana.

Nigdy nie czynił różnic między małym a dużym Zgromadzeniem czy małymi a dużymi Zborami. Kiedy Heniek Karzełek, który był odpowiedzialny za pracę na Placówce w Wodzisławiu zaprosil go na usługę, to oczywiście nie odmówił. Wtedy musieliśmy iść pieszo z autobusu około 40 minut.

Kiedy jako przełożony Zboru w Jastrzębiu ul. Cieszyńska  zorganizowalem Wieczór Pieśni to oczywiście Br.Prower nie odmówił. Przyjechał wcześniej i przeprowadzil z innymi parę prób by wszystko było dograne, gdyż chodziło o usługę dla wielkiego Pana.

Br.Prower był bardzo uczuciowym człowiekiem i dla niego gra na skrzypcach byla nie "sztuką" ale slużbą. Na weselu mojego brata Henryka grał pewien utwór, w który włożył wiele uczuć i po koncercie musiał sie położyć by odpocząć, aby na nowo móc brać udział w uroczystości. Od lat wiedzieliśmy, ze Brat Prower jest na granicy życia i śmierci, ale jak Bóg powołał go do siebie, był to dla wielu z nas ogromny szok. Br. Prower był bardzo skromnym i pokornym człowiekiem. Nigdy nie unosil sie ponad innych, był raczej slugą.

Moja żona była raz u niego, aby odebrać maszynę do pisania dla zboru i pracy wśród młodzieży  i była zaskoczona, że Br. Prower odprowadził ją na dworzec kolejowy i zaniósł jej tą maszynę aż do pociagu.

Takich historii jest wiele więcej...

 

Erwin Karzelek
Jastrzębie Zdrój 2009 r.