• Jan Szalbot
    Jan Szalbot

Jan Szalbot

Wspominam czasy kiedy, pracowałem na Śląsku na budowie i byłem brygadzistą  nowo powstającego osiedla mieszkaniowego w Kochłowicach (obecna dzielnica Rudy Śląskiej).
Na tej budowie po raz pierwszy bliżej poznałem Józefa Prowera, choć wcześniej już trochę o sobie wiedzieliśmy. Był to początek lat 50-tych.
W tym czasie Józef Prower został usunięty ze Szkoły Muzycznej w Chorzowie z powodu tego, że świadczył o Jezusie i że nie chciał wstąpić do Partii Komunistycznej PZPR. Przy budowie tego osiedla pracowało bardzo dużo młodzieży, która również znała Prowera, ponieważ uczęszczała do niego wieczorami na naukę gry na skrzypcach i naukę języka angielskiego. Ja wieczorami w hotelu robotniczym często czytałem Biblię. Młodzież przychodziła  do mnie i pytała, czy czytam tę samą książkę, którą czyta Pan Prower i którą też od niego otrzymali.  Niezwykle miło było usłyszeć takie słowa. Młodzież bardzo go lubiła.
Pewnego razu Mistrz na budowie poprosił Prowera, by kupił dla niego papierosy. Wręczył mu pieniądze.
Prower poszedł do sklepu. Po jakimś czasie wrócił z uśmiechem na twarzy, mówiąc niezwykle uprzejmie: „Mistrzuniu, ja nie mogłem kupić tych niezdrowych papierosów, kupiłem natomiast smaczne bułeczki i kiełbaski, bo to jest dużo lepsze”. Mistrz w pierwszym momencie się rozzłościł, ale patrząc na ciepłe spojrzenie i słysząc miły głos Prowera, uśmiechnął się i zostawił go w spokoju. Wszyscy ludzie bardzo go cenili i szanowali. Pracowałem tam prawie trzy lata i w tym czasie poznałem go bliżej. Był to niezwykły człowiek. Potem nasze drogi na jakiś czas się rozeszły.
W późniejszych latach nasz zbór był zaangażowany  w służbę ewangelizowania w zrzeszeniu Caritas w Cieszynie. Brat Prower  dowiedział się o tym  i chciał bardzo uczestniczyć w tych działaniach. Usługiwał grą na skrzypcach i składał świadectwo.
Z czasem dołączyła do nas młodzież z ewangelickiej społeczności chrześcijańskiej. Wspólnie zwiastowaliśmy Słowo Boże. Byliśmy zawsze bardzo ciepło przyjmowani przez tych ludzi niepełnosprawnych i pokrzywdzonych, jak również przez całą obsługę Caritasu.
W ośrodku tym pacjentem był również pewien profesor muzyki, który stracił wzrok. Gdy Prower dowiedział się o nim, bardzo chciał go poznać i odwiedzić. Towarzyszyłem mu w tych odwiedzinach. Człowiek ten miał wielki żal do Pana Boga, że jest niewidomy i tak bardzo zależny od innych ludzi. Zadawał pytanie: „Gdzie jest Pan Bóg?”. Brat Prower zaczął mu grać na skrzypcach, a profesor  zaczął płakać. Z czasem był coraz bardziej uprzejmy i dostępny dla ludzi.
Byliśmy u niego może cztery razy, często tam razem śpiewaliśmy i kiedyś Prower zapytał, czy może się pomodlić o niego. Był bardzo otwarty. Choć trudno powiedzieć, czy podjął decyzję wiary, ale zostało mu złożone wyraźne świadectwo o Panu.
Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze jedną dygresję. Pewien niewierzący człowiek, który również był muzykiem i uczył w Akademii Muzycznej w Katowicach, często mawiał: „Szkoda tego Prowera. Ze swoim talentem mógłby być sławny na cały świat”. Kiedy Prower to usłyszał, powiedział: „Jeśli będę sławny u Pana, będzie to dla mnie ważniejsze niż to, że będę sławny dla świata”.
Brat Prower bardzo lubił chodzić na targ i sprzedawać tam książki, Biblie, rozdawać traktaty. Niejednokrotnie zabierała go milicja na przesłuchanie i zakazywała sprzedaży, on jednak znowu wracał i robił to samo.
Kiedy po tych wielu latach myślę o nim, bardzo się cieszę, że mogłem poznać tak niezwykłego człowieka.
Najbardziej ujęło mnie to, że był on człowiekiem głębokiej pokory, bojącym się Boga.

 

Jan Szalbot

Starszy Zboru Zielonoświątkowego „Dobra Nowina” w Wiśle Nowa Osada