• Paweł Cieślar z żoną
    Paweł Cieślar z żoną

Paweł Cieślar

 

Wiele razy opowiadałem swoim najbliższym o tym, że brat Prower był zawsze dla mnie wzorem najwspanialszego chrześcijanina i nie spotkałem dotąd człowieka, który by tak kochał Jezusa jak on. 

Przez kilka miesięcy dojeżdżałem z Wisły do Bielska na kurs języka angielskiego. Ponieważ pociąg czy autobus nie pasował dokładnie na tę godzinę, to zawsze miałem sporo czasu przed rozpoczęciem lekcji na rozmowy o Jezusie i modlitwę. Zawsze mówił do mnie „bracie Pawełku”. Brat Prower opowiadał mi o tym na przykład, jak w danym dniu był na targu z literaturą chrześcijańską i tak się cieszył, że panowie z milicji go zatrzymali i zabrali na posterunek razem z tą literaturą i wszystko mu zabrali. Nie rozumiałem od razu dlaczego się cieszy z tego, ale zrozumiałem zaraz, kiedy poprosił, żebyśmy uklękli i podziękowali Jezusowi za tych panów i prosili, żeby mu nie oddawali tej literatury dotąd, aż wszystko dokładnie przeczytają.

Na lekcje angielskiego przychodzili przeważnie ludzie na stanowiskach, najczęściej członkowie partii i brat Prower od początku postanowił, że wszyscy będą się uczyć wersetów z Biblii. Uzasadnił to tym, że ma Nowy Testament w bardzo pięknym tłumaczeniu i że jemu to bardzo pomogło w nauce języka, więc i nam pomoże. Wobec tego na samym początku każdej lekcji zapisywał na tablicy wybrany werset, potem przeczytał i wszyscy musieli ten werset przeczytać po angielsku, potem przetłumaczyć na polski, zapisać w zeszycie i nauczyć się na pamięć na następną lekcję. Po lekcji wybierał zawsze jakiegoś pana dyrektora czy lekarza i  tym swoim niepowtarzalnie słodkim i miłym głosem zapraszał na wieczorną modlitwę z jego rodziną. Ja sam byłem na tej modlitwie wiele razy. Chyba nikt nie potrafił mu odmówić. On przedstawiał to w taki sposób, że on razem z rodziną będą mieli zaraz taką domową społeczność, gdzie będą rozmawiali z Jezusem i byłoby to dla nich ogromną radością, gdyby pan został z nami na chwilę.

W korytarzu był stolik, a na nim zawsze wybrana literatura ewangelizacyjna i wszyscy byli zachęcani, żeby sobie wziąć i poczytać.

Nieraz zostawałem z nimi na kolacji, bo musiałem czekać na pociąg. Często przy kolacji jego małżonka zwracała się do mnie z taką skargą, żebym ja mu coś powiedział, bo Ziutek nie chce jej słuchać, kiedy ona mu radzi co ma jeść i że powinien się bardziej oszczędzać. On zawsze na to zwracał się do niej z uśmiechem i mówił: „Moja kochana Anulka, ona zawsze ma rację.”

Współpracowałem też z bratem trochę przy tłumaczeniu i korekcie „Szkiców Biblijnych” i „Poznaj Biblię”. Kiedyś jechaliśmy pociągiem do drukarni w Katowicach na spotkanie w sprawie druku którejś pozycji. Siedzieliśmy w przedziale 8 osobowym. Brat Prower od razu w Bielsku wyciągnął Nowy Testament w języku esperanto i zapytał czy znam ten język. Ponieważ nie znałem, to on zaproponował, że będzie mi czytał i tłumaczył na język polski niektóre wersety. Robił to tak głośno i pięknie, że wszyscy z uwagą słuchali wybranych wersetów przez długi czas. Przed Katowicami pociąg zatrzymał się przed semaforem, a on był umówiony na określoną godzinę i obawiał się, że może się spóźnić i nic nie załatwić. Wobec tego głośno powiedział, że musimy o tym porozmawiać z naszym ukochanym Ojcem w niebie, bo On wie, że mamy mało czasu. Wstał przed tymi wszystkimi ludźmi, zamknął oczy i zaczął się na głos modlić, przedstawiać Bogu tę potrzebę i prosić, żeby On kazał kolejarzom dać wolną drogę dla naszego pociągu. Przyznam się, że chociaż byłem już wiele lat wierzącym, to czułem się trochę skrępowany taką modlitwą w pociągu. Ale kiedy brat Prower skończył modlitwę, to i mnie zachęcił, więc odważyłem się i pomodliłem na głos.  Za chwilę pociąg ruszył i brat Prower głośno oddał chwałę Bogu, że nas tak kocha i wysłuchuje nasze modlitwy.

Innym razem jechaliśmy razem pociągiem do Wałbrzycha, bo tam była drukowana inna pozycja. Brat Prower usługiwał Słowem na nabożeństwie wieczorowym, a potem siedzieliśmy razem całą noc i robili ostatnią korektę u pastora zboru Baptystycznego. Szczęśliwie skończyliśmy do rana i poszliśmy do drukarni. W drodze nagle zobaczyliśmy jak po drugiej stronie ulicy kilku młodych ludzi złapało jakiegoś człowieka i zaczęli go bić pasami i kopać. Ja się wystraszyłem i chciałem jak najprędzej uciec, ale brat Prower bez namysłu podbiegł do tych ludzi i zaczął ich rozdzielać i prosić, żeby tego nie robili. To była dla mnie wielka lekcja odwagi i miłości bliźniego.

Brat Prower usługiwał na moim ślubie i weselu w sierpniu 1969 roku w Oleśnicy. Grał pięknie na skrzypcach i tłumaczył kazanie brata Grunbauma. Potem jeszcze kilka razy korespondowaliśmy listownie, ale ponieważ ja zamieszkałem po ślubie w Oleśnicy, to nasza współpraca była utrudniona.

Bardzo żałowałem, że dowiedziałem o jego odejściu do Pana już po pogrzebie i nie mogłem uczestniczyć w tej uroczystości żałobnej. Dla niego to już nie miało znaczenia, bo on był już u Tego, którego kochał naprawdę całym sercem i z całej siły i wszystkich myśli. Szkoda tylko, że odszedł tak szybko. Gdyby nadal była uzupełniana lista Bohaterów Wiary z Hebrajczyków, to na pewno brat Prower by był wpisany na niej przez swojego Mistrza.

Chciałem podziękować Bogu za tego wspaniałego sługę Bożego i mojego brata w Chrystusie.

 

Paweł Cieślar

Pastor Zboru KZ w Oleśnicy, Oleśnica 2009