przykład - Rozdział 19

Ostatnia braterska rozmowa

 

Po zakończeniu prac na budowie, po drodze do domu, odwoziłem kilka osób. Musiałem przejeżdżać przez skrzyżowanie w pobliżu domu, gdzie mieszkał Józef Prower. Zatrzymując się przed przejściem dla pieszych, dostrzegłem go w grupie przechodniów. Zauważając mnie, dał mi znak, że chce pilnie ze mną porozmawiać. Zatrzymałem się w odpowiednim miejscu, a on wsiadając podekscytowany  do mojego samochodu, rozpoczął niezwykle zaskakującą rozmowę: „Zdziwisz się, gdzie byłem i po co”. Popatrzyłem więc na niego pytającym wzrokiem, a on odpowiedział: „Byłem u notariusza i chociaż nie mam jeszcze zamiaru umierać, to jednak chciałem się go poradzić, w jakiej formie mam sporządzić testament lub inny dokument, aby zabezpieczyć prawa własności Ośrodka dla dzieci i młodzieży w Wiśle – Jaworniku, zakupionego z ofiar moich przyjaciół na moje nazwisko, z przeznaczeniem dla zborów   Kościoła Wolnych Chrześcijan. Chcę tę sprawę wyjaśnić i do końca ją uregulować. Moją działalność wydawniczą uważam już za zakończoną, a chciałbym też, abyśmy jak najprędzej zakończyli budowę domu zborowego i w tym celu poszukuję firmy budowlanej, która by nam w tym pomogła. Chcę również pozałatwiać wszystkie inne sprawy, gdyż mam głębokie przekonanie i gorące pragnienie, by jak najprędzej wyjechać do Izraela i tam swoim krewnym według ciała głosić ewangelię”.
Muszę zaznaczyć, że ta wypowiedź wyjaśniła mi jego żywe i narastające zainteresowanie się sprawami Izraela. Czasami wypowiadał się tak, jakby był patriotą tego narodu, oczywiście za przykładem apostoła Pawła: Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała, Izraelitów, do których należy synostwo i chwała, i przymierza, i nadanie zakonu, i służba Boża, i obietnice, do których należą ojcowie i z których pochodzi Chrystus według ciała; Ten jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen (Rz 9:1-5).
Byłem zaskoczony i oszołomiony jego wypowiedziami i planami, które zabrzmiały tak, jakby jego wyjazd był już bardzo bliski. Naszą rozmowę zakończyliśmy wspólną modlitwą i braterskim uściskiem na pożegnanie, nie mając jeszcze świadomości, że było to nasze ostatnie spotkanie na tej ziemi. Dwa dni później wszechmogący Bóg zmienił wszystkie plany i zamiary Józefa Prowera, odwołując go nagle do wieczności. Ze względu na wagę tego zdarzenia dla mnie, chcę je bardziej szczegółowo opisać.
Otóż w niedzielę 11 lipca 1976 roku Józef Prower usłużył na porannym nabożeństwie w Bielsku-Białej, a następnie pośpiesznie udał się na popołudniowe nabożeństwo do Sosnowca, gdzie przy okazji miał odebrać ofiarę na budowę naszego domu zborowego w Bielsku-Białej. Usłużył zborowi w Sosnowcu Słowem Bożym i grą na skrzypcach. Szczególnego znaczenia w tej sytuacji nabrała ostatnia pieśń, jaką tam zagrał, a była to pieśń nr 213 ze „Śpiewnika Pielgrzyma”, której każda zwrotka kończyła się słowami: „Baranku Boży, idę już”. Słowami tej pieśni często przy różnych innych okazjach deklarował swoją gotowość pójścia do pracy i służby, a sądzę, że i gotowość odejścia do swej niebiańskiej ojczyzny. Zagraniem po raz ostatni tej właśnie pieśni brat Józef zakończył swą ziemską służbę muzyczną, którą wiernie pełnił dla chwały swojego Pana i Jego Kościoła.
Pełny tekst ostatniej pieśni, którą zagrał w zborze w Sosnowcu brzmi następująco:

Tak, jakim jest – nic nie mam, nie,
Prócz tego, że mnie głos Twój zwie,
Że krew Twa lała się za mnie; –
Baranku Boży, idę już!

Tak, jaki jestem, pełen wad,
Obdarty z niewinności szat,
By w serce promyk łaski wpadł,
Tak idę już, Baranku mój!

Tak, jaki jestem, pełen skruch,
Odwaga ma rozwiana w puch;
W twej łasce tylko ufa duch,
Więc idę już, Baranku mój!

Tak, jakim jest – Tyś łaskaw mi,
Przebaczasz i omywasz z win,
Dla Twych obietnic wierzę Ci –
Baranku Boży, idę już!
Tak, jaki jestem, Panie mój,
Miłością Swoją serce zgój,
Bym wiecznie już pozostał Twój,
Baranku Boży, idę już!

(Tekst pieśni z zapisem nutowym znajduje się w Dodatku na str. 257.)

Wyobrażam sobie, że po zakończeniu tej pieśni Józef Prower jak zwykle pieszczotliwie opatulił chustką swoje „nawrócone skrzypce” – jak często sam je nazywał – i po raz ostatni zamknął w futerale.
Późnym wieczorem tego dnia powrócił do domu, a udając się na spoczynek, zabrał ze sobą gotowe już zdjęcia, które dwa dni wcześniej zrobił osobiście w czasie pracy na budowie. Chciał je jeszcze przed snem obejrzeć i następnego dnia wysłać do przyjaciół, którzy sponsorowali budowę naszego domu zborowego. Następnego poranka jego małżonka zaniepokojona przeciągającą się ciszą w jego pokoju weszła tam, lecz niestety zastała go już martwego, w pozycji półleżącej, z rozłożonymi przed sobą na pościeli zdjęciami, których część trzymał jeszcze w swoich rękach. Tak odszedł do swej niebiańskiej ojczyzny niezwykle pracowity i wierny sługa Boży, pełniąc swoją służbę aż do ostatnich sekund swojego ziemskiego życia.
Nagłe odejście Józefa Prowera było dotkliwym przeżyciem dla zboru, a szczególnie dla nas, jako starszych braci, na których zaciążyła odpowiedzialność za dokończenie dzieła budowy, które on rozpoczął. Byliśmy na początku zdezorientowani i zagubieni, gdyż o wielu sprawach wiedział tylko on. Pomimo wielkiej niepewności postanowiliśmy jednak kontynuować budowę na miarę zgromadzonych przez niego środków finansowych, które jeszcze po nim pozostały. Stopniowo jednak odkrywaliśmy, iż przygotował nam prawie wszystko, co na tym etapie budowy było nam potrzebne.
Jesteśmy Bogu wdzięczni szczególnie za jego przyjaciół i wiernych braci w Chrystusie, którzy widząc naszą determinację w kontynuowaniu tego dzieła, nie odmówili nam finansowego wsparcia. Dzięki ich wytrwałej i regularnej pomocy finansowej dom dla zboru mógł być dokończony i w październiku 1978 roku oficjalnie otwarty. Od tego czasu służy zborowi, a chociaż znacznie się już postarzał, to jednak dla mnie osobiście nie przestał być pomnikiem wielkiej, odważnej, optymistycznej i żywej wiary Bożego męża, jakim w mojej żywej pamięci wciąż pozostaje brat Józef Prower.