• Ruta Cackowska
    Ruta Cackowska

Ruta Cackowska

 

Był ciepły, czerwcowy  wieczór  1976 roku. Pan darował Anusi i Józiowi Prowerom cudowną pogodę w czasie ich urlopu. Dużo czasu mogli spędzić na pięknej świnoujskiej plaży, (czasami z moim synkiem, półtorarocznym Dawidkiem). Przeżyliśmy niezapomniane chwile społeczności ze skrzypcami, poezją, śpiewem i Słowem Bożym... wśród przepięknych zachodów słońca.

Nieubłaganie zbliżał się dzień rozstania. „Wujku, kiedy przyjedziecie z Ciocią w następnym roku, to będzie w naszym domu ładniej i wygodniej”. Wujcio popatrzył na mnie dziwnie tajemniczym wzrokiem.
„Córeczko – powiedział – tylko Bóg wie, gdzie będę  spędzał następne lato”. To stwierdzenie ukłuło mnie w serce… Czyżby nie chcieli przyjechać za rok? Może nie było im dosyć wygodnie?

Z wielkim wzruszeniem wspominam ostatni pobyt Wujka Prowera w naszym domu w Świnoujściu, ostatnie czerwcowe pożegnanie w 1976 r. i ten dziwny smutek rozstania, który trwa już 30 lat!

Dwa tygodnie później jechałam na pogrzeb mojego duchowego Ojca, Przywódcy, Przyjaciela. Całą drogę przepłakałam. To wprost nie do wiary, ile łez mieści jedno ludzkie istnienie. Błagałam Pana, aby dał mi siły pożegnać ukochanego Brata w Chrystusie. Zdawałam sobie sprawę, że świat bez niego nie będzie już taki sam. Któż jak on potrafił zauważyć, pocieszyć, dotrzymać słowa, zachować tajemnicę, kto jak on potrafił szacunkiem otaczać kobiety, ludzi starych, chorych, odrzuconych i dzieci. W jego obecności każdy czuł się ważny, (kobiety w błogosławionym stanie w szczególności!).

Miałam w pamięci jego uśmiechniętą, opaloną twarz. Wiele ciepłych słów zachęty i wyznanie: „Żałuję, że za mało czasu poświęciłem  mojemu synowi” (było to ostrzeżeniem dla mnie w wychowaniu moich dzieci przy równoczesnym pełnym zaangażowaniu w służbę).

„Panie – modliłam się – chcę zachować w pamięci  i sercu tego wielkiego chrześcijanina – żywego! Pozostaw mi w duszy obraz tego, co przyciągało jak magnes: szczery, ciepły, zachęcający uśmiech, który jak światło Stwórcy  rozpraszał mroki grzesznego świata”. Z ulgą przyjęłam wiadomość o tym, że trumna jest zamknięta.

Stałam skulona jak skrzywdzone, zrozpaczone dziecko, któremu zabrano radość życia, wielki skarb. Nie mogłam pogodzić się z tak nagłym odejściem najwspanialszego Wujka. Myślałam, że z bólu pęknie mi serce.

I nagle w kaplicy cmentarnej rozległa się przepiękna muzyka, jakby „muzyka Prowera”, która porwała mnie do nieba. Ujrzałam go uśmiechniętego, młodego, w białych szatach, z bujną czupryną. Biegł. Wujek Prower! Biegł radośnie przez łąkę pełną kwiatów, prosto w ramiona ukochanego Zbawiciela. (Na skrzypcach grali wspaniali uczniowie Wujka: Adaś Król i Tania Ilczuk).

Ogromny ciężar bólu spadł mi serca. Zrozumiałam, że mój duchowy ojciec –  bohater został wezwany przed tron Najwyższego, a ja mam wykorzystać wszystko, czego się nauczyłam od tego wielkiego męża Bożego.

Jak sam mówił, „powinnam puszczać ten strumień światła i miłości dalej i dalej”. To życzenie stało się dla mnie przykazaniem i motywacją do podejmowania wielu działań dla chwały PANA.

Bóg w wielkiej łasce dał mi troje wspaniałych dzieci, które w pewnym sensie mogę nazwać duchowymi wnukami Prowera, dzięki jego wielkiej sile przykładu, która jest największą siłą w społeczeństwie. (Często powtarzał: „Ruteczko, z PANEM potrafisz to zrobić”). Nauczyłam się zachęcać Dawida, Szczepana i Asię do rzeczy wielkich i zdołałam im wszczepić miłość do Pana, do ludzi oraz zamiłowanie do języka angielskiego i muzyki (wszyscy są nauczycielami języków, grają na instrumentach i prowadzą uwielbienie dla PANA CHWAŁ). Wujek Prower, który spędził wiele godzin swego cennego czasu, aby mnie „umuzykalniać”, zainwestował przez to w moje dzieci. Mogę śmiało powiedzieć, że moje chodzenie za Panem zostało w wielkiej mierze ukształtowane przez to, czego Wujek mnie nauczył, a w jeszcze większej mierze, jak żył na co dzień.

W 1963 r. przyjął mnie do siebie – zalęknioną, zakompleksioną  dziewczynę z wielodzietnej rodziny (najmłodszą z dziesiątki dzieci), traktował jak CÓRKĘ (tak mnie zresztą nazywał). Potrafił dostrzec ukryte talenty i zdolności (dostrzegł we mnie dar nauczania, gdy inni mówili, że dzieci wejdą mi na głowę). To dzięki jego zachęcie  wcześnie zaczęłam pracować z dziećmi i młodzieżą, co czynię do dzisiaj. Po rocznej nauce angielskiego u Mundka (jego syna), wziął mnie pod swoje skrzydła, wysłał do Anglii i nauczył uczyć języka obcego.

To nie kto inny, jak Wujek kazał mi tłumaczyć (o zgrozo, w jego obecności) anglojęzycznych gości. Ze strachu uginały mi się nogi, ale byłam posłuszna. Kiedy strach paraliżował mnie przed tłumaczeniem w miejscach publicznych, w wielkich zgromadzeniach, słyszałam zachęcenie Wujka: „Ruteczko, jesteś córką KRÓLA. On cię uzdolni do czynienia dobra”. I tak było. Chwała Panu!

Wujek Prower był cierpliwy  i wyrozumiały. Nie oczekiwał nagłych, doskonałych rezultatów, ale ustawicznie zachęcał do rozwoju  i robienia postępów.

Patrząc wstecz, widzę w Wujku Prowerze Bożego sługę, który dostrzegał, zachęcał i niestrudzenie inwestował w przeciętnych chrześcijan, motywując swoim przykładem do wiernego, heroicznego naśladowania Mistrza, Pana Jezusa, w którym był ewidentnie zakochany.

Wspomnień mam bardzo wiele, ale wymienię tylko trzy. Były moje 17-te urodziny. Nie sądziłam, że ktoś o nich pamięta (mieszkałam już wtedy na Zamkowej 3). Nagle zadzwonił dzwonek, otworzyłam, a za wielkim, białym kwiatem stał Wujek, mówiący z uśmiechem: „Ruteczko, bądź zawsze tak czysta i  piękna  jak ten kwiatek”. Nigdy tego nie zapomnę. Był to pierwszy kwiat, jaki otrzymałam w życiu i pierwsze tak wielkie  wyzwanie.

„Ruteczko musisz ze mną pójść do umierającej babuni, bo Anusia ma lekcje”. – „Ależ Wujku, ja nie wiem jak się w takiej sytuacji zachować, co powiedzieć…” – „Nie martw się, ja też nie wiem, ale mamy wspaniałego doradcę. Damy rady”. Szłam posłusznie z duszą na ramieniu, a wracałam jak na skrzydłach. Wujek miał rację.

Gdy Pan nas wysyła, daje moc do wykonania Jego zadania. Pewnego dnia wujek do mnie powiedział z wielką powagą: "muszę ci zdradzić pewną tajemnicę..., jeśli chcesz się rozwijać w duchowym życiu, zapamiętaj i stosuj 3 zasady w każdym tygodniu":

1. Zrób coś dobrego dla domownika wiary (wszystkich nowonarodzonych traktował z wielkim szacunkiem, bez wglądu na pochodzenie i wykształcenie).

2. Pomóż komuś w świecie (wyświadcz przysługę, np. pomóż koleżance w lekcjach, odwiedź staruszkę itp.).

3. Podziel się dobrą nowiną o zbawieniu w Panu Jezusie Chrystusie (poprzez traktat, książkę, kasetę czy osobiste  świadectwo)”.
Te zasady idą za mną zawsze i pomagają mi miłować, nie tylko słowem, ale czynem i prawdą (1 J 3:18).
Wujek był bardzo praktyczny i wytyczał mi konkretne zadania, aby ludzie widząc nasze dobre czyny, uwielbiali Ojca w niebie (Mt 5:16).

Kończąc te wspomnienia o ukochanym Wujku, zginam kolana przed Najwyższym i dziękuję Mu, że postawił na drodze mego życia wielu aniołów. Jednym z nich był niepowtarzalny, niezapomniany, ukochany ponad wszystkich wspaniałych: Józef Prower – pokorny i wierny sługa Chrystusowy, wzór miłości do  Pana  poprzez miłość do bliźniego.

Wdzięczna za wszystko, czym mnie Pan Jezus przez  Wujka  Prowera  obdarował, pragnę otrzymany  strumień Bożej miłości do samego końca przekazywać dalej i dalej,  bo:

Zbyt krótkie jest życie, mój drogi

Za wiele wokoło żałości by móc czekać

Aż będzie za późno okazać choć trochę litości.

(Strumienie na pustyni, tłum. J. Prower)

 

Ruta Cackowska

z domu Świątkowska, Świnoujście

Diakonisa zboru KCHB w Świnoujściu  (żona postora przez 20 lat). Współzałożycielka stowarzyszenia „Projekt Infinity”, którego celem jest praca wychowawcza i oświatowa z młodzieżą w oparciu o etykę chrześcijańską i działalność charytatywną.